6 listopada 2008
Kancelaria prezydenta gratuluje sobie pogratulowania Obamie
Lech Kaczyński winszował Barackowi Obamie zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Pomimo paru wpadek, pracownicy kancelarii uważają wysłanie depeszy gratulacyjnej za wielki sukces.

Redagując notkę, kancelaria zaliczyła dyplomatyczną gafę. Zamiast przyjętej formuły „Stany Zjednoczone Ameryki”, użyła w niej preferowanego przez Kaczyńskiego zwrotu „Stany Zjednoczone Ameryki i Polski”. Mimo to prezydencki minister Michał Kamiński pozytywnie ocenia depeszę. – Nie było łatwo, ale się udało. Popełniliśmy parę błędów, ale mimo to uważam, że możemy tu mówić o kolejnym sporym sukcesie na koncie kancelarii.
Kamiński podkreśla znaczący udział Kaczyńskiego w redagowaniu notki. – Mieliśmy problem z ustaleniem formy podpisu, ale prezydent bardzo szybko go rozwiązał, każąc podpisać depeszę „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej z rodziną”. Wykazał się on w ten sposób znakomitą umiejętnością szybkiego podejmowania decyzji – chwali głowę państwa Kamiński.
Nie wszystko jednak przebiegło zgodnie z planem. Prezydent zamierzał być pierwszym politykiem składającym gratulacje nowemu przywódcy. – Specjalnie nastawiłem sobie budzik na piątą rano, żeby nikt mnie nie uprzedził – wyjaśnia Kaczyński. – Ale ja mam budzik elektroniczny i zamiast na piątą nastawiłem go na siedemnastą. Dlatego mogłem wysłać depeszę dopiero jak się zbudziłem, o jedenastej.
Początkowo prezydent planował też osobiście zatelefonować do Obamy z gratulacjami, ale nie pozwoliła mu na to bariera językowa. – Uważam to za rzecz co najmniej niestosowną, że nasz strategiczny partner nie zna polskiego – mówi wyraźnie poirytowany.