Superpospolita

200% prawdy!

Homo-Promo
Promocja homoseksualizmu! Tylko teraz silny pociąg do mężczyzn za jedyne 29,99
Korporpol
Pracuj do nocy, ciesz się życiem, gdy śpisz! Dla najlepszych pracowników przewidujemy pensje
nasza-lansa.pl
Nowe funkcje: generator fotek z Tunezji i automatyczne dodawanie zdjęć zmarłych gwiazd

Przepraszamy za reklamy

8 lis 2008 9 odpowiedzi

Odyseja kosmiczna 2010: Małpy w kosmosie

Jarosław Szrot

Odyseja kosmiczna 2001
Stanley Kubrick

Na filmie wygląda to jeszcze gorzej

Wielu krytyków uważa „Odyseję kosmiczną” za arcydzieło kina. Jako licencjonowany filmoznawca postanowiłem obejrzeć ten film, by przekonać się, czy mają rację. Nie mają! Jest to film nudny jak flaki z olejem, w którym prawie nikt nic nie mówi i nic się nie dzieje. W przeciągu dwóch godzin giną tylko dwie osoby i jedną z nich jest małpa!

W pierwszej scenie oglądamy stado małpoludów. Myślę sobie: „fajnie, przynajmniej się dowiem, jak żyli nasi pradziadkowie”. Ale reżyser widocznie nie chodził na historię, bo ni stąd, ni zowąd pojawia się jakiś czarny kloc i małpy dostają szału. Jednak ledwo co zaczynają ze sobą walczyć i robi się ciekawie, scena się kończy! Kimkolwiek jest reżyser tego filmu, nie ma on pojęcia o budowaniu napięcia.

Później jest tylko gorzej. Dwa tysiące lat później Amerykanie odkrywają taki sam kloc na księżycu. Myślę: „no, teraz się zacznie prawdziwa akcja i będą ze sobą walczyć jak małpy”. Mogłaby to być całkiem niezła sekwencja, bo w przeciwieństwie do małpiszonów, astronauci dysponują zaawansowaną technologią unicestwiania przeciwnika i mogą znać sztuki walki, które w kosmosie wyglądałyby ekstra. Ale żadnej walki nie ma – mówią tylko, że polecą na Jowisza. Zmarnowana scena!

Tak więc dwaj goście lecą na Jowisza, sami chyba nie wiedząc po co, ale psuje im się komputer, który zaczyna szaleć i zamienia się w mordercę. Znów miałem nadzieję, że obejrzymy ciekawą akcję, jak w „Resident Evil”, gdzie komputer kroił ludzi laserami. Nic z tego! Komp puszcza tylko jednego gościa w kosmos i nic poza tym. Kolejna scena do bani!

Późniejszych sekwencji nie będę w ogóle opisywał, bo są tak bez sensu, że przysnąłem podczas ich oglądania, a jak się obudziłem, leciał już inny film, z jakimś dziadkiem w pokoju hotelowym.

Podsumowując, jeśli to ma być dzieło, to ja się nie znam na kinie. Mimo że film posiada potencjał, reżyser kompletnie nie umiał go wykorzystać. Gdyby kloc pojawiał się w różnych miejscach świata, wywołując niepohamowaną agresję, mielibyśmy niezłe kino akcji. A tak mamy film prawie tak nudny, jak wizyta w bibliotece. Na szczęście nikt nie był na tyle głupi, by pisać na jego podstawie książkę.

Poza tym, jak na film z 2001 roku, jest on strasznie słabo zrealizowany.

Jarosław Szrot uzyskał tytuł licencjanta na wydziale filmoznawiectwa w Wyższej Szkole Agroturystyki i Makijażu. Temat obronionej pracy to „Motyw złamania otwartego w twórczości Stevena Seagala”.

Podobne

15 sie 2009
Książki z wytłumaczeniem umożliwią czytanie ze zrozumieniem
23 sty 2009
W przepracowywaniu wolnego czasu
18 sty 2009
Paulo Coelho uwalnia czytelników od swojej twórczości
8 gru 2008
Policja ostrzega: Setki osób narażone na kontakt ze sztuką
28 paź 2008
Andrzej Lepper opowie o trudach molestowania

9 odpowiedzi

No, bez sensu w ogóle, taki gniot jak „Powiększenie” Antoniego, w ogóle o co kaman. Kto to w ogóle ogląda?! „High School Musical 3″ jest dobre.

Piotras

9 gru 2008 0:14

Akórat miałem iść na melansz, ale się rozhorowałem i nie poszłem. Włączyłem se ten badziew na Canale i normalnie jaki szrot, ty, jak będę chciał przez pół godziny patrzeć na takie mazy co tam na końcu som, to se wole kwasa zarzucić. Nie wiem co za ludzie to ogladajom…

yo niggaz, lepiej napiszcie coś o „How High” albo porno ze Snoop Doggiem, respect man!

RandomStringGenerator

13 paź 2009 19:31

Ostatnie dwa zdania mnie powaliły…

Autor recenzji najwyraźniej nie zrozumiał filmu, którego infantylną i powierzchowną recenzję tutaj zamieścił. Na początek pozwolę się odnieść do nieścisłości zawartych w recenzji. Pragnę przypomnieć Panu Jarosławowi Szrocie, że „Odyseja Kosmiczna 2001″ nie została wyprodukowana w 2001 roku tylko odnosi się do faktu, że czarny „kloc” (czyli tak naprawdę blok wykonany prawdopodobnie z tworzyw) zawsze pojawiał się o godz. 20.01 (Amerykanie często w ten sposób oznaczają godzinę – zwłaszcza w filmach akcji – ma to przywodzić na myśl wojskowe określenia, np. 2001 bravo lub delta). Kolejna kwestia – na podstawie tego filmu jak najbardziej powstała książka – „Iljada” – debiut prozatorski pewnego niezbyt uzdolnionego greckiego pamflecisty, ale jednak.
Zgodzić się jednakowóż muszę, że nie został wykorzystany potencjał innej sceny – kiedy główny bohater śpi w fotelu liniowca i w próżni lata jego pióro. I to pióro później powinno wypalić (według starej jak świat zasady – jeśli strzelba się pojawia w pierwszym akcie to musi w ostatnim wypalić). Pióro jednak nie wypala i w ogóle się nie pokazuje…
Napięcie! Reżyser cały czas trzyma widza w napięciu i igra z jego nerwami. Mam tutaj na myśli scenę kiedy widzimy duży taki wizjer jak w drzwiach (tzw. „judasz”). Zza judasza ktoś przemawia spokojnym tonem do załogi, przedstawiając się jako HAL, i następnie pan HAL psoci i bawi się z bohaterami w kotka i myszkę. Do końca filmu jednak nie wiemy kim jest tajemniczy HAL. Może potomkiem małpy z początku filmu, która mści się za blok z tworzywa… Jednego tylko sobie nie przypominam w tym filmie, a pisze o tym recenzent – morderczego komputera.

Dzięki za komenta, ale jest taki długi, że nie dam rady go przeczytać.

taa, czytać się nie chce. Wpływ telewizji internetu i telewizji. Podobno teraz czytelnika da się utrzymać tylko na długość szpunta…

Na długość czego?

Szpunta.

Szpunt to taki mały newsik. Krótki taki. Taki na kilka wierszy. Szpunt.

Skomentuj

wymagane
wymagany

© 2008-2010 kojder.net