11 wrz 2009 8 odpowiedzi
Specjaliści ostrzegają przed prawdziwymi informacjami w sieci
Psycholodzy alarmują, że w zatrważającym tempie rośnie liczba osób cierpiących na lunatekstyzm. Schorzenie polega na niekontrolowanym wysyłaniu maili i SMS-ów przez sen.
Niekontrolowane pisanie przenoszone jest głównie drogą płciową
Jedną z osób dotkniętych lunatekstyzmem jest pan Dawid z Rypina: – Byłem umówiony z narzeczoną na spacer po galerii. Nie przyszła, więc dzwonię i pytam, czemu jej nie ma. A ona na to: „Bo napisałeś, że ze mną zrywasz, bucu!”. Zaglądam na skrzynkę, a w wysłanych mam wiadomość z czwartej nad ranem: „Nie możemy być razem. Nie rozumiesz mnie i mojej miłości do handlu detalicznego”. Nigdy bym jej czegoś takiego nie wysłał! Ja jestem hurtownikiem!
Psycholodzy zaliczają niekontrolowane pisanie do chorób XXI wieku. – Całymi dniami ślemy wiadomości. Obsesja na ich punkcie przenika do podświadomości i przejawia się w postaci lunatekstyzmu – tłumaczy specjalista ds. sieciowych uzależnień dr Jarosław Śledzik.pl. – Jest to niezwykle groźne zjawisko, bo w przeciwieństwie do wiadomości wysyłanych w dzień, to, co piszemy przez sen, jest szczere.
O tym, jak groźny jest lunatekstyzm, przekonał się pan Zbigniew z Morąga, który stracił firmę, ponieważ doniósł na siebie przez sen do Urzędu Skarbowego. Największą ofiarą niekontrolowanego pisania jest jednak pani Iwona z Opoczna, z zawodu księgowa, która podczas przeglądania internetu z przerażeniem odkryła, że jest laureatką Nike.
Do czasu znalezienia lekarstwa na lunatekstyzm lekarze zalecają profilaktykę. – Starajmy się pisać jak najwięcej bzdur w dzień – radzą. – Dzięki temu to, co napiszemy przez sen, nie zostanie wzięte na serio.