16 marca 2010
Wyprzedaż w Olsztynie wywołuje masowe powroty do kraju
Szał zakupów ogarnął warmińsko-mazurskie. Tysiące olsztynian tłoczyło się na siarczystym mrozie w wielogodzinnej kolejce, aby móc nabyć przecenione towary z ogłaszającego upadłość sklepu warzywno-owocowego Grochpol.
Klienci godzinami tłoczyli się w sklepie
Jako pierwsza do Grochpolu wtragnęła pani Beata. – Stałam całą noc, ale było warto. Kupiłam 40 worków przecenionych ziemniaków. Zaoszczędziłam ponad 160 groszy! Kupiłabym więcej, ale nie mieli – mówiła uradowana. Po co pani Beacie wszystkie kartofle ze sklepu? – No jak to po co? Żeby buraki stojące za mną nie mogły ich kupić!
Pan Zbigniew, który przyjechał na wyprzedaż specjalnie z Londynu, zajął miejsce w ogonku o 5 nad ranem. Gdy o 16:00 dopchał się do Grochpolu, w sklepie nie było już towaru. – Nic nie szkodzi, i tak nie chciałem niczego kupować – mówił po wyjściu ze sklepu. – Po prostu przyszedłem, żeby postać sobie w kolejce i powyzywać się z ludźmi.
Dlaczego przeceny cieszą się taką popularnością? – Polowanie na okazje to pozostałość po dwóch prymitywnych epokach: kamienia łupanego i socrealizmu – tłumaczy socjolog prof. Ryszard Zwój. – W tych godnych pożałowania szopkach plebs obnaża swoje prawdziwe zdziczałe oblicze. A teraz proszę ode mnie odejść, bo wykupią mi cały kalafior!
Zgodnie z prawem handlowym, wyprzedawany towar z upadającego sklepu nie jest objęty gwarancją i może być wybrakowany. – Ziemniaki są zgniłe, jabłka robaczywe, a ogórki były używane – przestrzegały ekspedientki. – A z jakimi robakami te jabłka? – dopytywali się klienci.
Po 4 godzinach wyprzedaży w sklepie skończyły się foliowe torby. Klienci, dla których ich zabrakło, zjadali zakupione warzywa na miejscu.