27 lip 2009 3 odpowiedzi
Największa tragedia w Sandomierzu od czasu „Ojca Mateusza”
Sandomierz nie może wyjść z szoku po ujawnieniu, że w jednej z tamtejszych klinik dentystycznych leczeniem zębów zajmowała się kobieta zatrudniona jako sprzątaczka. – Wykonywała ona zawód bez jakichkolwiek kwalifikacji – stwierdzili zajmujący się sprawą policjanci – ale trzeba jej oddać, że była bardzo czysta.
Na szczęście kobieta udająca dentystkę zawsze używała rękawiczek
Kobieta, z wykształcenia przetwórca owocowy, świadczyła usługi medyczne przez ponad rok. Ofiary oszustki niczego nie podejrzewały. – Usługi tej pani były na najwyższym poziomie – wspomina jeden z klientów. – Szybko, tanio i smacznie. Za 50 złotych dostawało się plombę truskawkową albo wiśniową. Ja jednak zawsze brałem te droższe, z borówek amerykańskich.
Inna pokrzywdzona pacjentka również broni oskarżonej: – Ona dbała o swoich klientów. Radziła, jakimi dżemami myć zęby i jakich soków używać do płukania. Jedyne zastrzeżenie, jakie do niej miałam, to że sekator, którym wyrywała mi zęba, był trochę zardzewiały.
Właścicielka kliniki na pytanie, czy była świadoma działającego tam procederu, odpowiada wymijająco: – Ja nie wiem, co tam się działo. Całymi dniami mnie nie ma, bo zajmuję się sprowadzaniem materiałów dentystycznych do gabinetu. Mam przy tym od diabła roboty, bo najbliższa plantacja porzeczek jest w Ostrołęce.
Oskarżona nie potrafiła wytłumaczyć motywów przestępstwa. Stwierdziła jedynie, że zawsze rwała się do bycia dentystką. Okoliczności jej zatrzymania również nie są znane. Zapytani, jak rozpoznali oszustkę, policjanci odpowiadają zdawkowo: „Po owocach”.
To nie pierwsze tego typu oszustwo. W zeszłym miesiącu w Bydgoszczy aresztowano mężczyznę świadczącego usługi psychiatryczne swoim sąsiadom w zamian za dostęp do kablówki. Inny głośny przypadek miał miejsce w 2006 roku w Warszawie, gdzie przez ponad rok rolnik spod Słupska podszywał się pod wicepremiera i ministra rolnictwa.

