Superpospolita

200% prawdy!

Terry Plonker!
Genialny doradca życiowy uczy, jak ktoś tak beznadziejny jak ty może stać się tak wspaniały jak on
ŁebExport
Całkowite usuwanie zmarszczek! Za dodatkową opłatą istnieje możliwość zachowania twarzy
Mielmięspol sp. zoo
Podróby podrobów. Kiełbasy i szynki z drugiej ręki. Najlepsze kawałki prosto od hieny

Przepraszamy za reklamy

3 marca 2009

Gronkiewicz-Waltz: Moje miasto Warszawex

Warszawa to jeden wielki billboard. O pomysły na rozwiązanie problemu wszechobecnych reklam szpecących stolicę pytamy jej prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz. Sponsorem rozmowy jest firma Unimil.

Tomasz Kojot: Jak zamierza pani zaradzić temu, że reklamy pokrywają 80 procent warszawskich budynków?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Jesteśmy w pełni świadomi problemu i gwarantuję, że dołożymy wszelkich starań, by zwiększyć tę liczbę do stu.

Pani chyba żartuje.

Zapewniam, że nie żartuję. Podobnie jak nie żartują w Media Markt, oferując telewizory plazmowe, lodówki i laptopy za pół ceny! Tylko w ten weekend! Oferta ważna do wyczerpania portfeli.

Że co?

To mój nowy pomysł. Dla pozyskiwania funduszy udostępniam jedną trzecią moich wypowiedzi reklamodawcom.

Ale warszawiacy mają dość reklam!

E tam, przyzwyczają się. Bo zgodnie z nowym prawem, każdy warszawiak będzie stanowił przestrzeń reklamową.

Przecież to zamach na wolność!

Mały banerek na czole jeszcze nikomu nie zaszkodził. Podobnie jak odrobina relaksu przy nowej płycie Gosi Andrzejewicz, zawierającej takie hity jak „Mam już dość twych kłamstw”, „Kiedy kłamiesz, serce łamiesz” czy „Twoje kłamstwa to szczyt chamstwa”. Tylko 39,99!

Na litość boską! A jak ktoś nie będzie chciał nosić banerka?

Będzie mógł odbyć służbę zastępczą, wykrzykując co 4 minuty hasła reklamowe. Albo pomagając przy usuwaniu Syrenki z cokołu.

A niby po co chce ją pani usuwać?

No jak to po co? Żeby postawić w jej miejscu skodę!

To najgłupszy pomysł, jaki w życiu słyszałem!

A więc nie zna pan mojego najnowszego pomysłu.

Tak?

Sprzedałam prawa do Wisły! Będzie się teraz nazywała Vistula. Garnitury Vistula – wystarczą 3000 złotych, byś wyglądał jak Pierce Brosnan!

Ale Wisła to jest Vistula!

Cholera, ktoś mnie ubiegł! W takim razie będzie się nazywała Vista!

31 stycznia 2009

Prawo i Sprawiedliwość będzie teraz jeszcze lepsze

Rozpoczął się kongres PiS, na którym prezentowana jest nowa strategia partii. O ocenę jej politycznych walorów poprosiliśmy troje ekspertów: wizażystę, fryzjera oraz dekoratora wnętrz.

„Konkurencja, a nie ostre starcie; pokój, a nie wojna” – zapowiada prezes Kaczyński. Oto, jak zmiany w partii komentuje wizażysta Radosław Torba:

PiS wie, co robi, mówiąc o gospodarce, bo walka z kryzysem to ostatni krzyk mody. Od razu widać, że pan Jarosław ma styl, gdyż ubiera myśli w najmodniejsze słowa. Uwagę zwracają świeżo wyprane frazesy oraz krawaty działaczy dobrane pod kolor aury prezesa. Panuje zasada „Program partii programem pralki”.

W podobnym tonie wypowiada się fryzjer Sławomir Lakier:

Myśli prezesa zostały uczesane zgodnie z najnowszymi trendami. Widać, że porzucił taktykę rwania włosów z głowy. Dla poprawy wizażu, zamiast na prawo zaczesał się z lekka ku środkowi. Przydałaby się jeszcze delikatna trwała, chroniąca głowę partii przed powiewami wiatru historii.

Zmiany w PiS-ie docenia też dekorator wnętrz Mieczysław Tapeta:

Wiosną modne są lekkie materiały, dlatego partyjny beton partia zastąpiła paździerzem. Koalicję z Samoobroną i LPR-em przysłonięto gustowną zasłoną milczenia. Z myślą o politycznych trupach ustawiono przestronne szafy. Na hakach Macierewicza zawisły kapelusze Nelly Rokity. A liczne złocenia delikatnie przypominają, że politycy PiS mają bogate wnętrze.

Nieoficjalnie wiadomo, że zmiana wizerunku partii ma na celu przyciągnięcie do niej młodzieży. Pierwsze efekty już widać: na kongresie pojawiła się młodzieżówka PiS – Forum Młodych – oraz jej sympatycy z całej Polski. W sumie 7 osób.

23 stycznia 2009

W przepracowywaniu wolnego czasu

26 stycznia 2009 w bydgoskiej redakcji „Gazety Wyborczej” odbędzie się happening polegający na przyjściu przeze mnie do pracy w dniu, w którym mam wolne. Akcja ma na celu poprawę wizerunku poniedziałku oraz obnażenie ludzkiej głupoty, a konkretnie mojej.

Dla zachowania walorów artystycznych, przez cały dzień niepożądanej pracy nie uruchomię pracowniczego zegaroczasolicznika. Dodatkowo, w celu wydajnego zagospodarowania czasoprzestrzeni, podejmę się zaangażowania koleżanek i kolegów w następujące czynności:

13:59

Przywitanie się z redakcją za pomocą lornetki i komórki, czyli myśl globalnie, rozmawiaj lokalnie.

14:58

Głuchy telefon między oddziałami „Gazety”, czyli komunikacja międzymiastowa poddana najcięższej próbie.

15:57

Wypicie herbaty z sianka dołączanego do „Gazety”, czyli kocham herbatę jak koń owies.

16:56

Ułożenie wiersza z ulubionych słów redaktorów prowadzących oddziałów lokalnych, czyli wszystkie drogi prowadzą do rymu.

17:55

Uroczysta prezentacja wiersza, czyli poezja wychodzi na klatkę schodową.

18:54

Wysłanie SMS-a na numer buta wylosowanego ochotnika, czyli takie rzeczy tylko w girze.

19:53

Zmycie naczyń podczas odczytywania artykułów z „Naszego Dziennika”, czyli naczynia połączone Michnika i Rydzyka.

20:52

Niewymuszony bis na wyraźną prośbę występującego.

Zaoszczędzonych 8 minut zobowiązuję się przeznaczyć na ułożenie sobie życia. Ponadto: przez cały dzień służę radą, rozmową, piosenką. Uwaga! Mogę znajdować się pod wpływem księżyca!

Zapraszam do czynnego udziału całą redakcję w imieniu swoim, tylko swoim i nie tylko. Osoby spoza „Gazety”, które chcą uczestniczyć w przedsięwzięciu, proszone są o słuchanie w wyżej wymienionych godzinach piosenek z filmu „Pan Kleks w kosmosie”.

21 stycznia 2009

Kolejny sukces policji w walce z obywatelami

Pomysłowość przestępców nie zna granic. Ich najnowszą metodą jest pukanie do drzwi osób starszych i proszenie o przechowanie jajek kupionych przez sąsiada. Gdy domownik przepakowuje jajka wraz z jednym z włamywaczy, drugi zakrada się do pokoju i przestawia meble zgodnie z filozofią feng shui.

Policjanci znowu świetnie się spisali

– Początkowo nic nie zauważyłam – mówi pani Gertruda z Wąbrzeźna, która padła ofiarą złoczyńców. – Weszłam do pokoju, usiadłam na kanapie i jak gdyby nigdy nic zaczęłam oglądać telewizję. Dopiero po godzinie zorientowałam się, że siedzę na stole i oglądam kaloryfer.

Policja wciąż ustala motywy przestępstwa. – Z całą pewnością mamy do czynienia z jakąś sektą – tłumaczy nadinsp. podpor. sierż. itp. Marek Gzyms. – Ewentualnie z atakiem terrorystów, burdami stadionowymi, piractwem komputerowym lub zwyczajnym kłusownictwem. Prawda jest taka, że nie mamy pojęcia, z czym mamy do czynienia.

W wyniku przeprowadzonego dochodzenia postawiono zarzuty kobiecie z pomnika „Ułan i dziewczyna” w Grudziądzu. – Naszą podejrzliwość wzbudził fakt, że znieruchomiała na nasz widok – tłumaczą funkcjonariusze. – Nie mogliśmy jej jednak zaaresztować, gdyż miała żelazne alibi w postaci cokołu.

Ostatecznego przełomu w śledztwie dokonała sama poszkodowana, gdy przypomniała sobie, że to ona przemeblowała pokój, tylko potem o tym zapomniała. Natychmiast po ujawnieniu tego faktu została ona przewieziona do aresztu.

18 stycznia 2009

Paulo Coelho uwalnia czytelników od swojej twórczości

Szykuje się rewolucja na rynku literackim. Naukowcy stworzyli książkę, która czyta się sama. Pomysłodawcą wynalazku jest pisarz Paulo Coelho. Pierwszą lekturą wykorzystującą przełomową technologię jest jego nowa powieść „Być jak stygnąca zupa”.

– Moja nowa książka świetnie się czyta – zapewnia Coelho

– W listach z podziękowaniami za literackie dary byłem wielokrotnie proszony o wyeliminowanie konieczności czytania mojej twórczości – tłumaczy swój pomysł Coelho. – W odpowiedzi na potrzeby czytelników powstała książka, którą wystarczy położyć na stole lub wrzucić do torby. O zakończonej lekturze poinformuje nas elektroniczny wskaźnik postępu zamontowany na jej grzbiecie.

Z odkrycia cieszą się zarówno odbiorcy mniej wymagający, jak i inteligencja. – Muszę się przyznać, że od lat niczego nie czytałam. Dzięki temu wynalazkowi znowu zacznę kupować książki! – mówi pani Beata Tapczan z Wałbrzycha, prosząca o nieujawnianie jej danych. – Ja jego, ale wypas, normalnie zajebista sprawa, tej! – mówi doktorant UAM.

Jednak największą nadzieję w wynalazku pokładają poloniści. – Wyegzekwowanie od uczniów przeczytania czegokolwiek graniczyło z cudem – mówi nauczycielka z gimnazjum w Łopusznie. – Teraz, dzięki samoczytającym się książkom, statystyki powinny nam ładnie podskoczyć. Ale nie o nie tu przecież chodzi. Najważniejsze jest to, że wreszcie możemy odpuścić sobie naukę czytania!

Standardowy czas autolektury wynosił będzie około 3 dni. Dostępne też będą wersje ekspresowe, droższe o około 30 procent. Najbardziej wymagający klienci będą mogli nabyć książki już przeczytane.

Plany Coelho sięgają jednak znacznie dalej. – Marzy mi się książka, która nie tylko sama się czyta, ale też sama się pisze – zdradza noblista. – Dopiero wtedy wszyscy będziemy mogli odetchnąć z ulgą.

© 2008–2011 Cosmic Sans